Noctem Grupa LARPowa z Poznania
 FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Zaloguj  Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Historie postaci
Autor Wiadomość
Slide 


Posty: 256
Wysłany: 2009-12-16, 21:57   Historie postaci

Drama si? sko?czy?a, dlatego s?dz? ?e mo?na pochwali? si? historiami naszych postaci :P dla dok?adnego zrozumienia historii Goliata trzeba równie? przeczyta? histori? Uriela ;)

Dawid "Goliat" Lorens

Cz??? I - Nowe ?ycie

Rok 1996. Historii tej nie opowiada?em wielu osobom…
Wychowanie otrzyma?em typowo polskie, czyli katolickie. Sposób, w jaki zasiano ziarno ewangelii raczej zrazi? mnie, ani?eli przybli?y? do Boga. Odk?d pami?tam zawsze szuka?em idea?ów. Szuka?em wsz?dzie - najpierw w muzyce elektronicznej, potem w rockowej, a? w ko?cu doszed?em do poszukiwa? w literaturze psychologicznej, zw?aszcza takiej, która dotyczy tzw. „pozytywnego my?lenia”. Wszed?em w posiadanie kursów kontroli umys?u metod? Silvy. Owe praktyki doprowadzi?y mnie do okultyzmu. Gdy w medytacji doszed?em do wy?szych poziomów, obj?? mnie w posiadanie przewodnik duchowy imieniem Tivillius, który potrafi? przekaza? mi wiele, obdarzaj?c mnie niezwyk?? si?? i zdolno?ciami. Do?wiadczenia te popchn??y mnie w spirytyzm pocz?wszy od " bia?ej " magii, a zako?czywszy na „czarnej”. Temu wszystkiemu oczywi?cie towarzyszy?y ?rodki odurzaj?ce - papierosy, tani alkohol i narkotyki. Na?óg zapanowa? nade mn? ca?kowicie, bez odpowiedniej dawki ?rodków halucynogennych, nie potrafi?em porozmawia? z moim przewodnikiem. Mój organizm traci? równowag? psychiczn?, mia?em omamy, wielogodzinne utraty przytomno?ci, uczucie beznadziejnej rzeczywisto?ci. Tivillius szepta? mi do ucha o lepszym ?wiecie. Dosz?o do tego, ?e nie mia?em ochoty ju? ?y?. Zamkn??em si? w piwnicy i chcia?em za?pa? si? na ?mier?. Chcia?em w ten sposób uwolni? si? od wszystkiego, co mnie otacza?o. Zacz??em modli? si? do Boga, aby mnie uwolni?. Przed odebraniem sobie ?ycia powstrzyma? mnie dzwonek. Wyszed?em z piwnicy, a pod drzwiami mieszkania znalaz?em ulotk? z zaproszeniem na spotkanie z cyklu „Nowe ?ycie”. Temat zainteresowa? mnie, przecie? zawsze tego poszukiwa?em. Poszed?em na to spotkanie i od tej pory by?em na wszystkich wyk?adach. Spotkania odbywa?y si? w prywatnych domach. Dyskutowali?my o ?yciu, cierpieniu, przemijaniu i jaka jest w tym rola Boga. W?ród uczestników spotka? by?o wielu takich jak ja. Wmówiono nam, ?e wewn?trz nas mamy demona, który próbuje przej?? nad nami kontrol?. Do wykonania egzorcyzmu by?y potrzebne specjalistyczne i drogie substancje. Nie maj?c za wiele pieni?dzy zacz??em szuka? pomocy u najbli?szych.

Cz??? II - Przebudzenie

Budz? si? ze snu…
Nie jestem w stanie opisa? mej rozpaczy, mowa ludzka za ma?o ma s?ów na wyra?enie uczu?, które miota?y moj? dusz?. By?em ?ywcem zakopany.
W ataku paniki me r?ce zaczynaj? kopa?… wydostaj? si? na powierzchnie…
Odruchowo chc? nabra? powietrza w p?uca. Tylko, po co? Nie jest mi to ju? potrzebne.
Nie oddycham…
W pop?ochu chwytam si? za pier?, szukaj?c bicia serca. Nie umiem wyczu? pulsu.
Umar?em?
Czy to mo?liwe?
A jednak wci?? si? poruszam, wci?? my?l? i czuj?…
Czy to wci?? sen?
Zaczynam sobie przypomina?…


Sta?em z broni? gotow? do strza?u… Moje r?ce trz?s?y si?, a wargi dr?a?y. ?zy polecia?y mi po policzku. Wyobra?a?em sobie moje ?ycie tutaj z jego pomoc?, ale do tej pory nie otrzyma?em ?adnej. Jego s?owa powoduj? coraz wi?kszy zam?t w mojej g?owie. Dlaczego? Dlaczego nie da? mi tych kwiatkuje pieni?dzy? Ja na pewno nie odwróci?bym si? od niego w momencie, gdy potrzebowa?by mojej pomocy. Jeste?my bra?mi do cholery…

Pistolet wystrzeli?… niespodziewanie zosta?em powalony na ziemi?… napastnik wgryz? si? gwa?townie w moj? t?tnic? szyjn?…czu?em jak wysysa ze mnie ?ycie…

Cz??? III – G?ód

By?em g?odny jak nigdy dot?d. Tu? obok mnie le?a?a pó?przytomna m?oda kobieta. Pierwszy raz w ?yciu moje oczy zobaczy?y tak zmasakrowane cia?o, b?aga?a mnie o lito??.
- Przepraszam, ale nie mog? si? powstrzyma?…

Smak krwi podekscytowa? mnie do tego stopnia, ?e machinalnie pochyli?em si? nad pod?og?, wbijaj?c wzrok w kleist? ciecz.. Zacz??em zlizywa? j? z paneli. Okr??ne ruchy j?zykiem stawa?y si? coraz szybsze. Moja ??dza stawa?a si? coraz silniejsza. Zlizywa?em krew z pod?ogi. Ba, pragn??em jej, jakby stanowi?a g?ówny element mojego ?a?cucha pokarmowego.
Dzia?o si?, co?, czego nie potrafi? wyt?umaczy?. To jest silne, naprawd? silne. Sprawuje nade mn? kontrol?. Steruje ka?dym ruchem, ka?d? my?l? i pragnieniem. G?ód... Cholerny g?ód...
Jestem cholernie g?odny… G?ód nie pozwala mi logicznie my?le?.
- Przesta? ucieka?… Tej nocy sta?e? si? wampirem, twoja krew zosta?a zast?piona moj?. Musisz nauczy? si?, co to znaczy by? wampirem. Musisz pozna? zasady.
- Sram na twoje zasady i przesta? mnie goni?! Jestem taki g?odny… - wyskoczy?em przez okno.

Wróci?em do miejsca, gdzie przyj?to mnie jak swojego… do miejsca gdzie znale?li si? ludzie, którzy bezinteresownie nie?li pomoc. Sta?em przed jednym z prywatnych domów, w których odbywa?y si? spotkania z cyklu „Nowe ?ycie”. Drzwi by?y otwarte… przekroczy?em próg domu… by?o tak cicho… s?ysza?em przy?pieszone bicia serc. Nagle us?ysza?em odg?osy dochodz?ce zza drzwi prowadz?cych do piwnicy. Zszed?em na dó? i zobaczy?em m??czyzn przebranych w rytualne szaty.
G?ód by? zbyt silny. Szarpa? wszystkimi moimi cz?onkami domagaj?c si? krwi. Rzuci?em si? na jednego z m??czyzn wbijaj?c k?y w jego cia?o. Jednemu ze zgromadzonych, który próbowa? mnie zaatakowa? roztrzaska?em twarz o ?cian?. Pozosta?a dwójka próbowa?a uciec. Pewnie uda?oby si? im obu uciec gdyby nie fakt, ?e pierwszy z nich zatrzasn?? drugiemu drzwi przed nosem. Chyba powinienem mu podzi?kowa? za kolacje.
Kiedy wysysa?em z tego nieszcz??nika ?ycie spostrzeg?em si?, ?e w pomieszczeniu jest jeszcze jedna osoba. Chyba strach go sparali?owa?, bo nawet nie drgn?? tylko wpatrywa? si? we mnie.
- Przykro mi, ale musz? zaspokoi? swój g?ód… - rzuci?em si? na niego…
Jakie? by?o moje zdziwienie kiedy m??czyzna wyprzedzi? moje ruchy i z?apa? mnie za szyj? podnosz?c do góry jedn? r?k?! Szarpi?c si?, spojrza?em si? w jego oczy… czarne oczy!
- Witaj Dawidzie. Jestem Tivillius. Dzi?kuj? za przyprowadzenie Erica… – demon po?o?y? r?k? na mojej g?owie… wszystko stawa?o si? czarne…

Cz??? IV – Narkotyk

Ockn??em si? w pomieszczeniu wygl?daj?cym jak laboratorium. Pod sufitem wisia?a samotna, spalona ?arówka. Panowa?a grobowa cisza... S?ycha? by?o wy??cznie czyje? kroki. Nie mog?em si? poruszy?, by?em przywi?zany pasami do ?ó?ka. Resztkami si? przypominam sobie ostatnie wydarzenia. Robi mi si? s?abo, obraz ciemnieje mi przed oczami...

Ten skurwiel eksperymentuje na mnie! Podaje mi jaki? ?rodek, który wstrzykuje mi powoli ka?dego dnia cienk? ig??. Pocz?tkowo substancja wywo?ywa?a u mnie jedynie skutki uboczne w postaci bolesnych skurczy mi??ni. Jednak w tym tygodniu po raz pierwszy poczu?em si? inaczej. Porówna?bym to do mocy i spida, jaki daje taniec z bia?? królow?, ale to by?o o niebo lepsze. Nie zmienia to jednak faktu, ?e zapierdole skurwysyna jak uda mi si? uwolni?.

Ju? coraz bli?ej zdejmuj? bluz?, zak?adam w??yk na rami?, owijam dwa razy i koniec zagryzam w z?bach. ?y?y ju? nap?cznia?y... Powoli wk?uwam si? do jednej i wstrzykuj? narkotyk. Ju? czuj? jak dr?twieje mi podniebienie kocham to uczucie. Wesz?o wszystko, bez problemu. Rozlu?niam w??yk i czekam kilka sekund. Zaraz si? zacznie. Nagle moje cia?o przeszywa znajomy dreszcz. K?ad? si? na pod?odze i rozkoszuj? si? tym b?ogostanem. Wydobywa si? ze mnie j?k, westchnienie rozkoszy. Po ramieniu powoli sp?ywa kropla krwi. Cudownie! Zaraz! Jest mi po prostu dobrze. Oddaj? si? przyjemno?ci. Poczu?em przyp?yw ogromnej mocy, rozpierdala mnie od ?rodka, mog?em wszystko zrobi?. Zaczynam odczuwa? du?? energi? - i taka my?l w g?owie - móg?bym si? z ka?dym napierdala?. Si?a jadeitu, pot?ga br?zu.

Cz??? V – Prawda

Powiadaj?, ?e przypadek jest kochankiem historii, a czyny tworz? przysz?e do?wiadczenia. Ka?dy jest odpowiedzialny za w?asne ?ycie, cierpienie i szcz??cie, jakie sprowadza na siebie i innych.

Przez lata ?y?em w prze?wiadczeniu, ?e mój brat nie ?yje. Przez d?ugi czas mia?em ochot? zabi? swojego stwórc? za to, co ze mn? robi?. Jednak po pewnym czasie uzale?ni?em si? od nowego narkotyku, który sprawia?, ?e czu?em si? jeszcze silniejszy, szybszy i odporniejszy. Uwierzy?em, ?e b?d? pierwszym z nowego pokolenia wampirów. Ulepszon? wersj?, która mog?aby konkurowa? z Kainem. Niestety efekt dzia?ania substancji nie jest jeszcze trwa?y. Musz? uda? si? po kolejn? dawk? wampirzej krwi…tym razem zapolujemy na X pokolenie…

Chyba nikt nie spodziewa? si? takiego obrotu spraw. Katarzyna ?ona mojego brata zosta?a równie? przemieniona i to przez samego Gabriela. Ciekawe, w jaki sposób, je?eli on umar? w dniu, w którym ja zosta?em przemieniony? Zastanawiam si?, czego jeszcze nie powiedzia? mi mój stwórca…

Gabriel ?y? albo nie ?y? w ka?dym b?d? razie chodzi? po tym ?wiecie. Podobnie jak ja uwierzy? w s?owa Pana V i my?la?, ?e zgin??em w dniu, w którym on zosta? przemieniony. Dzi?ki stwórcy szybko wspina? si? po drabinie w?adzy w?oc?awskiej Camarilli. Szczepionka, która by?a testowana na mnie mia?a u?pi? uwag? starszyzny. W kluczowym momencie mia?a zosta? podmieniona na zabójczy wirus, który mia? zg?adzi? starszyzn? za?lepion? mo?liwo?ciami po za?yciu substancji. Uwierzyli?my jeszcze bardziej w cel, jaki wyznaczy? nam Pan V w nowym ?yciu. Zgin?liby?my gdyby nie demon, który zrzuci? kurtyn? k?amstw… nie byli?my pierwszymi, których oszuka?…

Substancja by?a na tyle nieobliczalna, ?e Pan V wola? nie testowa? jej na sobie. Wykorzystywa? do tego celu w?asne dzieci. Mojego poprzednika spotka? marny los… w chwili, gdy szczepionka da?a zamierzony efekt Pan V, a raczej Eric Marlow pozby? si? swojego królika do?wiadczalnego. Poprzez podst?p zaaplikowa? on starszy?nie specjalnie przygotowan? trucizn?… zamiast obiecanego serum. Wszystko zako?czy?oby si? sukcesem gdyby nie Solomon le Boursier, który okaza? si? by? odpornym na dzia?anie wirusa. Rozpocz??a si? walka mi?dzy wampirami. Przera?enie Erica si?gn??o zenitu, kiedy pojawi?y si? niespodziewane efekty uboczne. Nie mia? szans na wygran?. Pozosta?a mu tylko ucieczka… Na domiar z?ego jego cia?o ulega?o wewn?trznej destrukcji… Wiedzia?, ?e zbli?a si? jego prawdziwy koniec. Nie móg? pogodzi? si? z pora?k?, dlatego zawar? umow? z demonem. W zamian za swoj? dusz? dosta? dodatkowe lata ?ycia, które odmierza? mu srebrny zegarek – znak sprzedania w?asnej duszy.

Z jakiego? powodu Tivillius ba? si? zbli?y? do V… teraz on wyznaczy? nam wspólny cel.

Cz??? VI – Ucieczka

Dzi? odb?dzie si? uroczysta ceremonia otwarcia ko?cio?a rzymskokatolickiego Naj?wi?tszego Serca Jezusowego. W sierpniu 1999 roku po niewyja?nionym trz?sieniu ziemi parafia zosta?a doszcz?tnie zrujnowana. Gmina nie mia?a pieni?dzy na odbudow? ko?cio?a. W?ród wiernych by?o bardzo ma?o takich, którzy mieli nadziej?, ?e nadejdzie czas i ko?ció? b?dzie odnowiony. We wrze?niu tego samego roku dwaj ksi??a z ruchu duchowego „Odnowa ducha” zacz?li odprawia? na gruzach ko?cio?a mszy ?wi?te. Na niedzielne uroczysto?ci przybywa?a coraz wi?ksza grupa m??czyzn i kobiet. 21 wrze?nia nazwano Bia?? Niedziel?, w tym dniu postawiono tymczasowy dach i skromny o?tarz po usuni?ciu gruzów. W nast?pnych tygodniach coraz wi?cej osób zbiera?o si? na modlitwach. Wszyscy mieli tylko jedno pragnienie, aby odbudowa? ko?ció?. To ich sk?oni?o do zbierania ofiar, które pomog?y w odbudowie ko?cio?a. Do kwietnia 1999 roku zebrano kwot? pieni?dzy, która umo?liwi?a ca?kowit? odnow? ko?cio?a. Odbudowa parafii Naj?wi?tszego Serca Jezusowego jest dowodem obecno?ci Boga i wiary w?oc?awskich parafian.
- Ka?dy, kto z otwartym sercem odwiedzi ?wi?tyni?, odczuje, ?e tu mo?e si? modli?. Ka?dy, bowiem kamie? tej Bo?ej ?wi?tyni jest znakiem mi?o?ci Jezusa, który w sposób szczególny i osobi?cie zst?pi? równie? i na t? cz?stk? ziemi.

Ks. Teodor Ro?mi?ski


Min??o 13 tygodni od zagini?cia mojego brata i zabójstwa naszego stwórcy. Wydarzenia tamtej nocy przyku?y zbyt du?? uwag? w?oc?awskiej Camarilli. Musia?em jak najszybciej opu?ci? miasto. Ka?dy dzie? by? dla mnie ucieczk?, ci?g?ym spogl?daniem za plecy. Nie mog?em jednak ucieka? w niesko?czono??. Zatrzyma?em si? w Koninie i zacz??em tworzy? swoj? w?asn? armi?. Znalaz?em grup? ?miertelników, którzy bez obaw oddawali mi krew – stali si? moimi ?ywicielami. Trzoda chroni?a mnie i spe?nia?a wiele moich pró?b w zamian za moj? krew. Nie by?em dla nich jednak tylko dostawc? narkotyku, sta?em si? dla nich nauczycielem i bogiem.

Poinformowano mnie, ?e kilka dni temu do miasta przyby?a grupa ludzi. Czy maj? co? wspólnego z zagini?ciem kilku moich ghuli? Nie wydaj? mi si?, ?eby by?y to wampiry z Camarilli… musz? by? ostro?ny.

Cz??? VII - ?owcy

Z grupy 12 ludzi, którzy zabili moich najwierniejszych ghuli i zmusili mnie do kolejnej ucieczki ?y?o jeszcze dwóch. Jeden z nich by? zawieszony do góry nogami do sufitu, oczywi?cie przeze mnie. Drugi z nich szef grupy „Dwunastu Aposto?ów” Piotr by? w Poznaniu, ale go specjalnie chcia?em sobie zostawi? na koniec.
Nawet nie spodziewa?em si? o ile bardziej skuteczne jest u?ywanie pi??ci ni? mówienie do tego byd?a. Przypomina mi si? szczególnie jeden z aposto?ów. W momencie, kiedy zacz??em go torturowa? od razu zacz?? mówi? mi wszystko. Grupa ?owców by?a na us?ugach niejakiego Kardyna?a. To za jego sprawk? powsta?a grupa Dwunastu Aposto?ów. ?elazn? zasad? by?o nie wyjawianie swoich danych. Ka?dy z nich dosta? nowe imi? – po dwunastu aposto?ach. Pierwszy raz spotkali si? w Poznaniu. Naj?mieszniejsze w tym wszystkim, ?e opowiedzia? mi o tym Judasz.
Teraz, kiedy Jan poda? mi lokalizacj? Piotra s?dz?, ?e mog? uwolni? go od tortur… tylko gdzie do cholery jest ta benzyna?

Cz??? VIII – Braterska wi??

Musia?em odnale?? i zabi? wszystkich, którzy przyczynili si? do ?mierci mojej wiernej trzody. Moja zemsta mia?a si? dope?ni? wraz ze ?mierci? ostatniego z aposto?ów Piotra. Jego najpowa?niejszym b??dem by?o zwierzenie si? Janowi z kilku historii jego ?ycia, po których mog?em doj?? do tego gdzie znajdowa? si? jego dom.

Piotr najbardziej do?wiadczony z grupy aposto?ów sta? bezbronny w swoim w?asnym domu. Nie doceni? mnie… Nie spodziewa? si?, ?e Aposto?owie polegn? tak szybko. W sumie ?aden z nich si? tego nie spodziewa?. Nie chcia?em zabija? go od razu. Zacz??em z nim dyskutowa? po swojemu, jak tylko sko?cz? zakopi? go w jego ogródku. Nagle zacz??em odczuwa? fale niekontrolowanych emocji. Moje cia?o przeszy? straszliwy ból. Ból, którego nie potrafi?em wyt?umaczy?. Z moich oczu i uszu zacz??a p?yn?? krew. Upad?em na kolana wymiotuj?c krwi?. Wiedzia?em, ?e je?eli szybko si? st?d nie wydostan? to z kata stan? si? ofiar?. Próbowa?em si? wyczo?ga? z domu jednak ?owca zd??y? z?apa? za bro?. W ostatniej chwili zablokowa?em cios maczety. Przez nieopisany ból sta?em si? bardzo s?aby. Broni?em si? przed utrat? g?owy. Na szcz??cie ból min?? tak szybko jak si? pojawi?. Nie mog?em jednak doko?czy? tego, po co tu przyby?em. Piotr po?yje troszk? d?u?ej…

Nie potrafi? wyt?umaczy? ani zrozumie? tego, co sta?o si? tamtej nocy. Czu?em si? dziwnie i nieswojo. Czu?em, ?e co? lub kto? zbli?a si? do Poznania. Nie czu?em jednak przed tym strachu tylko pewnego rodzaju wi??. Z dnia na dzie? to dziwne uczucie stawa?o si? silniejsze… ju? jest bardzo blisko mnie…s?dz?, ?e wiele wyja?ni si? w Arahji.
 
 
 
Kris 
Cz?onek Noctem
Horror Kitchen


Posty: 966
Skąd: Pad Portal
Wysłany: 2009-12-16, 21:57   

Gabriel "Uriel" Lorens


Rozdzia? I Z?oto i krew

Poniedzia?ek – pocz?tek tygodnia - dzwoni budzik, wyrywa mnie ze snu, czas do pracy. Wstaj? z ?ó?ka, wpierw ca?uj? w policzek moj? cudown? ?on?. Zaczynam przygotowywa? si? do wyj?cia, oczywi?cie najpierw odwiedzam toalet?. Schodz? do jadalni, ?niadanie czeka na mnie na stole – pokrojona w?dlina, sery, warzywa i owoce. Po ?niadaniu id? do garderoby, zak?adam jeden z czarnych garniturów od Georgio Armatniego. Musz? jeszcze tylko zabra? aktówk? z mojego gabinetu. Na parkingu zastanawiam si?, którym samochodem pojecha? do pracy. W drodze lubi? pos?ucha? muzyki, dlatego w ka?dym samochodzie mam zainstalowane najlepsze zestawy g?o?ników dost?pne na rynku. W kilkana?cie minut doje?d?am do siedziby banku - HCR. Wje?d?am na ostatnie pi?tro, widok z mojego biura jest niesamowity. Siadam wygodnie w skórzanym fotelu wpatruj?c si? z u?miechem w napis vice prezes. Dzie? mija szybko, kilka spotka?, podpisuj? kilka umów i ko?cz? go przemow? na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. Koniec pracy.
Ka?dy, kto ma do?? zwyk?ych klubów serwuj?cych nudn? zabaw? trafia tutaj - do klubu „Eden”. Ju? na wst?pie klient wchodz?cy do ?rodka mo?e porzuci? troski codziennego dnia i odda? si? szalonej i niepowtarzalnej zabawie, która jest tutaj najwa?niejsza. Z g?o?ników wydobywa si? ci??ka elektroniczna muzyka. W klatkach podwieszonych pod sufit ta?cz? pary – zarówno hetero jak i homoseksualne. Przedzieram si? przez ta?cz?cy t?um, k?tem oka dostrzegam w lo?ach polityków, aktorów, muzyków itd. Ka?dy z nas jest w tym samym celu – potrzeba zaspokojenia pragnienia.
Wchodz? po schodach, na samej górze przed czarnymi drzwiami stoi pó? naga kobieta z biczem. U?miecha si? do mnie i otwiera mi drzwi. W ?rodku czeka on, znowu wpatruj?c si? w swój kieszonkowy zegarek… Tak naprawd? to nic o nim nie wiem. Kaza? mówi? na siebie Pan V. Najwa?niejsze, ?e ma dla mnie kolejn? dzia?k? krwi… wampirzej krwi.

Rozdzia? II Braterstwo

W ka?dej rodzinie znajdzie si? „czarna owca”. Niestety w mojej musia? by? to mój brat. Od kiedy pami?tam zawsze by?y z nim jakie? problemy. Zawsze musia?em zamyka? drzwi od swego pokoju, kiedy wychodzi?em. W innym przypadku mog?em by? pewien, ?e ukradnie mi pieni?dze albo zabierze jak?? warto?ciow? rzecz. Nie by?o mi wcale przykro, kiedy matka wyrzuci?a go z domu. Cieszy?em si?, ?e od d?u?szego czasu nie pojawia? si? w moim ?yciu, bo to oznacza?oby jedynie k?opoty. Nic jednak nie trwa wiecznie. Jakie? dwa tygodnie temu przyszed? do mnie. Zdziwi?em si?, bo wygl?da? naprawd? dobrze. Jednak tak jak si? spodziewa?em przyszed? prosi? o pieni?dze. Zacz?? opowiada? o demonie, który siedzi w jego ciele i o egzorcyzmach, które mog? mu pomóc. Ja s?dz?, ?e po prostu potrzebuje na kolejn? dzia?k?, nie mia?em zamiaru dawa? mu ani grosza. Odmow? przyj?? spokojnie, przeprosi? mnie za wszystkie rzeczy, które mi wyrz?dzi? i po chwili stwierdzi?, ?e ju? czas na niego. Musz? powiedzie?, ?e przez chwil? naprawd? mu uwierzy?em… wieczorem zadzwoni? do mnie ponownie prosz?c o pieni?dze. Sytuacja powtarza?a si? co wieczór – dzwoni? i opowiada? w niesko?czono?? te same k?amstwa. Zagrozi?em zawiadomieniem policji, po czym si? roz??czy?em. Tak by?o przez dwa tygodnie.
Teraz Dawid sta? z wymierzon? we mnie broni? w jakim? dziwnym stanie histerii. Próbowa?em go uspokaja?, jednak ?adne s?owa do niego nie trafia?y, a nawet pogarsza?y sytuacj?. Ba?em si? ?mierci. Nagle zauwa?y?em cie? kr???cy wokó? mnie, zbli?a? si? do mojego brata. W krytycznym momencie z mroku wy?oni?a si? posta?, która powali?a Dawida na ziemi? i wgryz?a si? w jego szyj?. Widok krwi sparali?owa? mnie, zamar?em w bezruchu. Szok spowodowany krwaw? scen? min?? po chwili zacz??em ucieka?… niestety nie wystarczaj?co szybko…

Rozdzia? III Pierwsza krew

Budz? si?… podwieszony ?a?cuchami za r?ce do sufitu… przez okno widz? neony reklamowe… có? za o?lepiaj?ce ?wiat?o… nie jestem w stanie na nie patrze?. Na stole le?y zegarek kieszonkowy. Wiem, do kogo nale?y, jednak nie to mnie dziwi… wskazówka od zegara tak wolno si? przesuwa. Zaczynam odczuwa? g?ód, jakiego w ?yciu nie do?wiadczy?em. Zrywam si? z ?a?cuchów… niewiarygodne jak ?atwo mi to przysz?o. Wychodz? z budynku, znowu to o?lepiaj?ce ?wiat?o – tym razem ?ród?em jest lampa. Zwracam uwag? na najmniejsze detale, s?ysz? jakie? szepty i regularne bicie… bicie serc. Zataczam si? w kierunku, z którego dochodz? g?osy. Jaka? para ca?uje si? w uliczce, zauwa?yli mnie. Podchodz? bli?ej mnie… mówi? do mnie… ja s?ysz? tylko jeden d?wi?k… d?wi?k p?yn?cej krwi… Skr?cam kark m??czy?nie po czym wgryzam si? kobiecie w szyj?… pij? swoj? pierwsz? krew, przez ca?y czas czuj?c jego spojrzenie…

Rozdzia? IV Cz?owiecze?stwo

T?sknota. Na zawsze zosta?a wpisana w moje ?ycie. ?ycie kogo?, kto raz powiedzia?, ?e kocha. T?skni? za blisko?ci?, za g?osem, za d?wi?kiem, za bólem, za zm?czeniem, które sprawia, ?e chce mi si? ?y?. T?skni? za lud?mi, których ceni?, których kocham. Ka?dego inaczej, a jednak wszystkich. T?skni? za tym, co znane jest tylko nam. T?skni? za mi?o?ci?, za Jej ciep?em, za pi?knem. T?skni? za krzykiem. T?sknie za ?yciem, bo w?a?nie co? we mnie umiera, co? staje si? plam?, czego? jest mniej. Mniej jest mnie, bo do mego ?ycia potrzeba wype?nienia pustki, a ta staje si? dziur?, czarn? dziur? uczu?, które rani?. T?SKNI?!!!! Je?eli kto? mo?e mi pomóc, to mo?e spróbowa?, ale teraz lek jest jeden…

Le?a?a naga. Pochyli?em si? nad ni?, a nasze usta nareszcie mog?y si? spotka?. Nami?tnym poca?unkom nie by?o ko?ca. Chcia?em na nowo poznawa? ka?dy skrawek jej cia?a. Jej zapach pie?ci? me zmys?y. Delikatnie przygryzaj?c sutki powoli przemieszcza?em si? w dó?. Muska?em ustami ka?dy kawa?ek jej cia?a, po którym si? przesuwa?em. Sk?ada?em poca?unki na jej wewn?trznej stronie ud, subtelnie masuj?c ca?? reszt? nóg. Nie sprzeciwia?a si?, pozwoli?a ponie?? si? emocjom. Po?o?y?em j? na brzuchu. Powoli rozpocz??em zdobywanie jej pleców. W ko?cu zanurzy?em usta w jej szyi i wgryz?em si? w ni? przytrzymuj?c r?koma jej cia?o. Da?em jej nowe ?ycie wbrew woli mojego stwórcy.

Tej nocy d?ugo siedzia?em w moim pokoju, bez ?adnych ?wiate?, z do?em... g??bokim, koszmarnym... siedzia?em cicho, bez ruchu, tylko w umy?le wrzeszcz?c, wrzeszcz?c z bólu z ca?ych si?... rozmy?la?em o niej, o tym jak bardzo mnie znienawidzi?a za to co jej uczyni?em. Mog?em mu zaufa? i ju? nigdy do niej nie wraca?… Nagle zadzwoni? alarm w komórce... Przypomnia? mi on o spotkaniu z przyjacielem Pana V, który mia? mi pomóc w mojej drodze do w?adzy.

Rozdzia? V Marionetki

Powiadaj?, ?e przypadek jest kochankiem historii, a czyny tworz? przysz?e do?wiadczenia. Ka?dy jest odpowiedzialny za w?asne ?ycie, cierpienie i szcz??cie, jakie sprowadza na siebie i innych.

K?amstwa zawsze wychodz? na jaw i pr?dzej czy pó?niej niczym karma wracaj? do nas. On za swoje b?dzie musia? s?ono zap?aci?. Dawid ?y?, a raczej zosta? przemieniony ze mn?. Ka?dego dnia oszukiwa? nas i manipulowa? nami. Wmawia? nam, ?e przemieni? nas nie bez przyczyny. Tymczasem poci?ga? za sznurki wedle uznania, a my byli?my jego marionetkami. Nie my?la?em o niczym innym ni? odwecie za ca?e doznane z?o. K?tem oka spojrza?em w lusterko… na tylnym siedzeniu le?a?a torba, w której schowa?em wszystko, co by?o potrzebne do rytua?u.

Rozdzia? VI Rytua?

Chyba nikt z naszej trójki nigdy nie przypuszcza?, ?e tak to si? sko?czy. Pan V nie móg? przewidzie?, ?e jego plany pokrzy?uje moja ?ona, która przypadkowo doprowadzi?a do tego krwawego pojednania. Gdyby nie ona jego plany nie wysz?yby prawdopodobnie na jaw.
Teraz sta? przed nami zupe?nie bezbronny w pu?apce, któr? dla niego przygotowali?my. Zamkni?ty w sferze ograniczonej symbolem namalowanym krwi? na posadzce ko?cio?a. Mog?em rozpocz?? rytua?…

Dawid milcza? i s?ucha?, a na jego twarzy dostrzega?em coraz wi?ksz? satysfakcj?. Sta?o si?… cia?o Pana V zacz??o parowa? i rozpada? si?... ulatywa?a z niego dusza.... Dzi?ki rytua?owi nast?pi? transfer jego duszy do naszych cia?. Przed ca?kowitym rozk?adem naszego stwórcy wokó? r?k wampira pojawi?a si? ciemno??. Nie mogli?my jednak przerwa? rytua?u, który zmierza? ku ko?cowi. Z ostatnimi s?owami inkantacji, otwar?y si? tak?e wrota otch?ani. Cieniste ramiona zacisn??y si? na moim ciele, wci?gaj?c mnie w nico??.

Rozdzia? VII Naema

S?ysz? g?os kobiety… budz? si? ze snu… jestem zdezorientowany. Wzrokiem próbuj? odnale?? Dawida. Jestem w tym samym ko?ciele, a zarazem jak?e innym. Widok krucyfiksów wywo?uje u mnie jaki? dziwny atak paniki. Za wszelk? cen? staram si? odsun?? si? od krzy?y zak?ócaj?c tym samym cisze w ?wi?tyni. Widz? jak w moim kierunku zmierza ksi?dz. Z ka?dym jego krokiem ból, jaki odczuwam narasta. W momencie, kiedy po?o?y? d?o? na moim ramieniu moje cia?o przeszy? niewyobra?alny ból. Z moich oczu i uszu zacz??a p?yn?? krew. Ksi?dz rozpocz?? modlitw?, ?ciskaj?c krzy? w d?oniach:

Ab insidiis diaboli, libera nos, Domine.
Ut Ecclesiam tuam secura tibi facias
libertate servire, te rogamus, audi nos.
Ut inimicos sanctae Ecclesiae humiliare digneris,
te rogamus, audi nos.
Ut inimicos sanctae Ecclesiae
te rogamus, audi nos.


Mia?em wra?enie, ?e nie zdo?am wydosta? si? z ko?cio?a, a moje cia?o lada chwila si? rozpadnie. Z mojego cienia niespodziewanie uformowa?y si? cieniste macki, które wydosta?y mnie na zewn?trz.

W mojej g?owie tysi?ce obrazów... przesuwaj? si? jak barwne szkie?ka w kalejdoskopie. Tworz? coraz to inne kszta?ty, kolory... przesi?kni?te ?zami, strachem, oczekiwaniami, pragnieniami... znowu s?ysz? jej g?os… budz? si?, a przede mn? stoi kobieta z czarnymi oczami…
- Witaj Gabrielu, jestem t?, która wydosta?a Ci? ze strefy mroku…

Rozdzia? VIII Kontrakt

Zbli?a?em si? do Poznania… wpatrywa?em si? w srebrny zegarek, który odlicza? minuty mojego ?ycia. Znak podpisania umowy z Naem?.
Nie pami?tam swojego pobytu w strefie mroku. Wiem jedynie, co musia?em zrobi? by si? z niej wydosta?. Podpisa?em kontrakt z demonem. Moja wolno?? za pomoc w realizacji tego, co wkrótce mia?o nadej??...
Ostatnio zmieniony przez Kris 2009-12-16, 21:59, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Kris 
Cz?onek Noctem
Horror Kitchen


Posty: 966
Skąd: Pad Portal
Wysłany: 2009-12-17, 07:28   

Szkoda, ?e nie zrobi?e? przeplata?ca tak by zrozumie? dok?adnie co i jak :P
_________________
http://img682.imageshack....99/padforum.jpg
 
 
 
Xarin 


Posty: 155
Skąd: Pozna?/Gorzów Wlkp.
Wysłany: 2009-12-17, 15:17   

W sumie, jak ju? Sabat rozpocz?? przedstawianie swoich historii postaci, to ja te? swoj? wklej?, bo i tak "Bankier" raczej w Poznaniu si? nie pojawi ;-) .

Btw. Kris, Slide - ciekawe mieli?cie to wasze ?ycie ;-) .


Droga w obj?cia nie?ycia

Oktawian ca?y czas zastanawia? si? nad s?owami klienta... „Oferuj? Ci co? wi?cej ni? pieni?dze, które jestem Ci winien. Dobrze, si? nad tym zastanów, poniewa?, gdy si? na to zdecydujesz, nie b?dzie odwrotu. Twoje dotychczasowe ?ycie bardzo si? zmieni... na lepsze. Je?eli jeste? zainteresowany, to czekam na Ciebie o pó?nocy przed bram? mi?ostowskiego cmentarza.” Szczerze mówi?c niespecjalnie podoba?a mu si? perspektywa nocnego spotkania z m??czyzn?, którego widzia? tylko w momencie udzielania „po?yczki”. Nie wiedzia? dlaczego, ale Wiktor Zagórski wydawa? mu si? godny zaufania. Mimo wszystko rozs?dek przestrzega? go przed nim. „Twoje dotychczasowe ?ycie bardzo si? zmieni... na lepsze”. „Moje ?ycie...” - pomy?la? Oktawian - „W sumie nie by?o takie z?e, cho? nigdy mnie nie rozpieszcza?o” - usiad? na fotelu w swoim ma?ym mieszkaniu i pogr??y? si? we wspomnieniach.

W 1992 roku uko?czy? z wyró?nieniem Akademi? Ekonomiczn? w Poznaniu. W tych latach polski system bankowy ca?y czas raczkowa?, a wi?kszo?ci nadal trudno by?o odnale?? si? w nowym systemie spo?eczno-gospodarczym kraju. By? to te? okres, w którym ma?ym kosztem mo?na by?o zdoby? spore pieni?dze. Oktawian wiedzia? o tym i szybko pi?? si? po szczeblach kariery w banku PKO. Po roku pe?ni? ju? funkcj? dyrektora jednego z oddzia?ów banku w Poznaniu, co otwiera?o mu drog? do wielu znajomo?ci w nowej „elicie” finansowej pa?stwa. M?odemu i elokwentnemu biznesmenowi jednak to nie wystarcza?o. Pa?stwowa pensja by?a zbyt ma?a, aby mog?a zaspokoi? jego „konsumpcyjne zachcianki”. Na jednym z przyj?? bankowych pozna? Mart?, córk? bogatego przedsi?biorcy zajmuj?cego si? handlem farmaceutykami, która zapozna?a go ze swoim ojcem, szukaj?cym doradcy, który pomóg?by mu ulokowa? kapita?... oczywi?cie za odpowiedni? op?at?...

Mo?na powiedzie?, ?e w sierpniu 1993 roku rozpocz?? si? w ?yciu Oktawiana nowy etap. Zwi?zek z Mart? otworzy? mu wrota do ?wiata luksusu, gdy? rzekome farmaceutyki, którymi handlowa? jej ojciec okaza?y si? tak naprawd? wszelkiej ma?ci narkotykami – od zwyk?ej marihuany, poprzez amfetamin? i haszysz, a sko?czywszy na heroinie. Wiedza Oktawiana oraz jego znajomo?ci w?ród bankowców, a tak?e niezbyt precyzyjne prawo pozwala?y na szybkie i bezpieczne pranie brudnych pieni?dzy oraz inwestowanie ich na rozwijaj?cej si? gie?dzie. Interes si? kr?ci?, pieni?dze p?yn??y szerokim strumieniem, a m?ody dyrektor czu? si? coraz pewniejszy siebie. Nie zauwa?y?, gdy Marta praktycznie przesta?a si? nim interesowa?, nie zauwa?y?, ?e spotyka si? z jakim? blondw?osym m??czyzn?, nie zauwa?y?, ?e z jego domu znika?y co jaki? czas dane nielegalnych transakcji... Zauwa?y? to dopiero, gdy le?a? na ziemi skuty kajdankami przez policjantów z wydzia?u gospodarczego. Potem by? proces, zeznania i wyrok, który przekre?li? b?yskotliw? karier? bankow? Oktawiana. 25 maja 1994 roku zosta? skazany na 3 lata pozbawienia wolno?ci z mo?liwo?ci? wcze?niejszego zwolnienia po 2 latach oraz 2 miliardy z?otych grzywny. Dlaczego tak ma?o? Powiedzmy, ?e ojciec Marty by? wdzi?czny Oktawianowi za to, ?e ca?? odpowiedzialno?? przyj?? na siebie i nie wsypa? swego protektora. Za?atwi? mu najlepszego w mie?cie adwokata, a tak?e „mi?y i spokojny” pobyt w wi?zieniu. Zatroszczy? si? tak?e o kapita? m?odego bankowca, który spokojnie czeka? na niego po 2 latach wi?zienia.

W czerwcu 1996 roku Oktawian wyszed? na wolno??, jednak?e ze wzgl?du na dozór policyjny oraz warunki tymczasowego zwolnienia nie móg? zbyt cz?sto kontaktowa? si? ze ?wiatkiem przest?pczym. Postanowi? by? ostro?niejszy i zmieni? nieco profil swojej dzia?alno?ci. Korzystaj?c ze zgromadzonych na koncie bankowym ?rodków oraz kredytów uzyskanym dzi?ki starym znajomo?ciom w finansjerze otworzy? punkt zajmuj?cy si? udzielaniem po?yczek pod zastaw. Nie, nie zajmowa? si? paserstwem, ale przyjmowa? od „pewnych osób” rzeczy, które potem odkupywali po mocno zawy?onej warto?ci. Te pieni?dze Oktawian nast?pnie inwestowa? na gie?dzie i gdy stawa?y si? „czyste” ich w?a?ciciele mogli si? po nie zg?osi? oczywi?cie pod pretekstem oddania czego? pod zastaw (teraz to Oktawian p?aci? za cz?sto bezwarto?ciowy przedmiot mocno zawy?on? cen?). Oczywi?cie od ka?dej tego typu transakcji bra? okre?lony procent dochodu jako zysk (wszystkie strony tego procederu by?y zadowolone, gdy? gwarantowa? on mo?liwo?? prania nielegalnego kapita?u przy praktycznie zerowym ryzyku). W nied?ugim czasie sta? si? w?a?cicielem sporego maj?tku, w tym dwóch nieruchomo?ci w centrum miasta. Mimo, ?e bezpo?rednio nie zajmowa? si? dzia?alno?ci? przest?pcz?, wi?kszo?? ludzi z tego ?rodowiska s?ysza?a o nim i korzysta?a z jego us?ug. W ?wiatku przest?pczym zyska? sobie przydomek „Bankier”.

Z jego us?ug korzysta? tak?e niejaki Wiktor Zagórski z grupy o dziwnie brzmi?cej nazwie Sabat. Oktawian spojrza? na zegarek. By?a 23:18... „W sumie go?? raczej wygl?da? na uczciwego, wi?c chyba nic nie powinno mi si? sta?” - u?miechn?? si? i spojrza? na zdj?cie niewielkiego domku nad rzek?, a na jego tle u?miechni?t? br?zowook? szatynk?. Pewnego dnia Ci? odnajd? Marto, obiecuj?... a wtedy nawet twój ch?opak z policji nie ochroni Ci? przed moim gniewem...”.

Przebudzenie


Oktawian poczu? promieniuj?cy na ca?e cia?o ból w okolicach skroni. „Czyli jednak ?yj?” - pomy?la? - „Dlaczego jednak jest tak ciemno? Dlaczego nie mog? si? poruszy?? Co to za dziwny zapach? Dlaczego ca?e moje ubranie jest wilgotne...”. Chwil? zabra?o mu u?wiadomienie sobie, co tak naprawd? si? sta?o... w jego g?owie zacz??y pojawia? si? obrazy... najpierw zamglone, pó?niej coraz bardziej wyra?ne... pami?ta?, jak przechadza? si? uliczkami cmentarza z Wiktorem Zagórskim, który opowiada? mu o jakie? dziwnej organizacji zwanej Sabatem oraz o Ruchu Lojalistów. Mówi? te? o pot?dze, wp?ywach i pieni?dzach, jakie s? w zasi?gu. Wszystko to wydawa?o si? dziwne i niezrozumia?e, jednak?e nadal intrygowa?o Oktawiana. W pewnym momencie przystan?li nad otwartym grobem... „I jak Oktawianie, jeste? zainteresowany, czy wolisz si? wycofa?” - powiedzia? zimno Wiktor. „Bankier” nie odpowiedzia?. „Tak wi?c przyjacielu... czas po?egna? si? z dotychczasowym ?yciem” - to by?y ostatnie s?owa, jakie Wiktor wypowiedzia?, zanim rzuci? si? na niego. Dalsze obrazy by?y niewyra?ne... pami?ta? ucisk na szyi, krew, wszechogarniaj?cy ch?ód, uciekaj?ce z cia?a ?ycie i wreszcie nadzieja... gdy krople czerwonego p?ynu skapywa?y z d?oni Wiktora wprost do ust Oktawiana. Potem by?a tylko czer?... ch?ód... odg?os uderze? ?opaty i d?wi?k uderzaj?cej o cia?o ?wie?ej gleby czy wreszcie... metaliczny smak krwi... bardzo przyjemny smak. Oktawian poczu? w ?o??dku silny skurcz... czu? g?ód, ale nie by? to normalny g?ód... nie chodzi?o o pokarm, ale o krew... wiele krwi... krwi ludzi! Nagle ogarn?? go strach, gdy zda? sobie spraw?, kim tak naprawd? si? sta?... „Jestem besti?, która pragnie tylko krwi innych” - pomy?la? - „Musz? znale?? Wiktora i... odebra? mu reszt? jego smakowitej krwi” - to ostatnie stwierdzenie pojawi?o si? w jego umy?le mimowolnie... Nie, Oktawian nie chcia? zabija?, nie chcia? tego robi?, ale co? w nim wyra?nie sprzeciwia?o si? jego woli. Chcia? wsta?, ale uda?o mu si? tylko nieznacznie poruszy? palcami. Chcia? krzykn??, ale ziemia, która natychmiast wdar?a si? do jego gard?a uniemo?liwi?a mu wydanie cho?by najcichszego d?wi?ku. Oktawian poczu?, jak traci nad sob? panowanie, co? w g??bi jego duszy stara?o si? prze?ama? ostatni? barier? jego samokontroli... „Nie pozwól mi czeka?, pozwól mi dzia?a?... a uwolni? Ci? z tego przekl?tego miejsca” - Oktawian wyra?nie s?ysza? ten g?os w swojej g?owie... d?ugo walczy? o utrzymanie ?wiadomo?ci, ale w ko?cu pierwotne instynkty wygra?y. Zacz?? dziko wierzga? ramionami i ca?ym cia?em. W ko?cu uda?o mu si? porusza? ju? ca?ym ramieniem, warstwa ziemi stawa?a si? coraz l?ejsza, gdy centymetr po centymetrze zbli?a? si? do upragnionej wolno?ci. Uczucie g?odu i ch?ci mordu tak?e wzrasta?o z ka?d? chwil?. Nareszcie ziemia ust?pi?a i rozst?pi?a si? przed wygrzebuj?c? si? postaci?, która dar?a si? wniebog?osy. „Wreszcie si? zjawi?e?... my?la?em, ?e nigdy si? Ciebie nie doczekam” - powiedzia? Wiktor - „W ka?dym razie powiniene? by? troch? ciszej... nie przystoi zak?óca? zmar?ym spoczynku”. M??czyzna u?miechn?? si? i zdzieli? Oktawiana po g?owie pot??n? ?opat?... znów zapad?a ciemno??.



?ycie po ?yciu


Czarnow?osy m??czyzna nakaza? Oktawianowi gestem, aby usiad?. „Tak wi?c mówisz, ?e twój mentor... Wiktor Zagórski kaza? Ci si? zjawi? na spotkaniu Rady Parafialnej w przypadku, gdyby co? mu si? sta?o i nie móg? stawi? si? na umówione spotkanie?” - Oktawian przytakn?? - „Rzeczywi?cie otrzymali?my list od niego, w którym dok?adnie opisa? twoj? osob? i zaznaczy?, ?e istnieje prawdopodobie?stwo, ?e stawisz si? na nasze spotkanie w razie, gdy on nie móg? tego uczyni?” - ci?gn?? dalej - „Pisa? te?, ?e jeste? osob? bardzo lojaln? i posiadasz wp?ywy, które mog? nam si? przyda?. W zwi?zku z tym s?ucham Ci?... opowiedz mi o swoim nowym ?yciu... dok?adnie... ze wszystkimi szczegó?ami.” - m??czyzna spojrza? na Oktawiana i nieznacznie si? u?miechn??. „Bankier” wiedzia?, ?e k?amstwo nie ma najmniejszego sensu, gdy? podobno jego rozmówca, jak wynika?o z opowie?ci Wiktora, potrafi? czyta? w cudzych my?lach. Wzi?? g??boki oddech... „Zaczn? mo?e od dnia, gdy zosta?em przemieniony... 23 luty 1999 roku...”

„W sumie kolejnych dwóch tygodni nie pami?tam zbyt dobrze, jedyne, co pozosta?o w mojej pami?ci, to nieustanne pragnienie krwi... przyznam, ?e by? to dla mnie olbrzymi problem, musia?em opanowa? sza? i odnale?? dla mnie najlepszy pokarm. Po kilku dniach poszukiwa? wiedzia?em, ?e mój g?ód zaspokoi tylko krew... a? g?upio mi si? przyzna?... m?odych dziewczyn zwi?zanych w jaki? sposób ze ?wiatkiem przest?pczym. Podejrzewam, ?e zosta?o to w pewien sposób spowodowane obsesj?, jak? odczuwam w stosunku do swojej by?ej dziewczyny, która zostawi?a mnie dla jakiego? policjanta. Pó?niej mój mentor powoli zacz?? uczy? mnie o tym, czym jest Sabat oraz... Ruch Lojalistów. Zaleci? mi, abym by? jednak ostro?ny, aby zbyt szybko nie zosta? wykrytym przez Camarill?. Nie do ko?ca wiedzia?em czym tak naprawd? jest ten ruch, ale zrobi?em to, o co prosi? Wiktor, gdy? tylko na nim mog?em wtedy polega?. By?em zbyt m?ody i niedo?wiadczony, by dzia?a? na w?asn? r?k?. W ka?dym razie musia?em zmieni? profil swojej dzia?alno?ci tak, aby nie by? zbyt widocznym. Oczywi?cie ca?y czas udziela?em „bezpiecznych po?yczek”, ale by?a to tylko moja dodatkowa dzia?alno??. Postanowi?em uruchomi? wi?c sie? kawiarni, jednak?e nie mia?em nikogo zaufanego, komu móg?bym powierzy? za?atwienie wszelkich formalno?ci w urz?dzie. Wtedy w?a?nie Wiktor powiedzia? mi o Ghulach. To by?o idealne rozwi?zanie... wiem, ?e by?o to bardzo niebezpieczne z mojej strony, ale jednak musia?em mie? jakiego? przedstawiciela w ?wiecie ?miertelników, aby zachowa? wp?ywy i pomna?a? swój maj?tek. Znalaz?em wi?c dziewczyn?, która ?udz?co przypomina?a Mart?, by?a tak?e zwi?zana z jednym z bossów ?wiatka przest?pczego z Gorzowa Wielkopolskiego. Zna?em jej ojca, korzysta? z moich us?ug, dlatego te? z niewielk? pomoc? zdolno?ci przekonywania Wiktora zgodzi? si? na cichy ?lub. Dzi?ki pieni?dzom i niewielkim wp?ywie w biurokracji uda?o mi si? sprawi?, ?e ten odby? si? bez zb?dnych ?wiadków. Magda sta?a si? moim pe?nomocnikiem i przedstawicielem we wszystkich wa?nych sprawach dotycz?cych ?miertelnych spraw. To ona zwykle kontaktowa?a si? z kontrahentami oraz urz?dnikami. Magda jest tak?e moim kierowc? i osobistym ochroniarzem, wi?c w sumie mog? powiedzie?, ?e jej ufam. Traktuj? j? bardzo dobrze, jak... kogo? bliskiego mojemu sercu, wi?c istnieje raczej nik?e prawdopodobie?stwo, ?e „si? zbuntuje”. Moje obecne aktywa to dwie nieruchomo?ci lokalowe oraz dwie kawiarnie na Starym Rynku w Poznaniu. Posiadam tak?e spore fundusze w bankach, zarówno na lokatach, rachunkach oraz w papierach warto?ciowych, wi?c raczej nie narzekam na swoje „nie?ycie”.

Wracaj?c jednak do mojej historii, a w?a?ciwie Wiktora, to zawsze wydawa? mi si? ró?ni? od innych cz?onków Sabatu, jakich przysz?o mi pozna? w trakcie mojego krótkiego dziesi?cioletniego nie?ycia. By? wywa?ony, spokojny i tylko czasami traci? panowanie nad sob?, powiedzia? mi, ?e te cechy mog? by? dla mnie bardzo przydatne, je?eli chc? jeszcze jako? prosperowa? w „?wiecie ?miertelnych”. Sabat mo?e mówi?, ?e nie przestrzega si? Maskarady, ale tak naprawd? ka?dy z nich w jakim? stopniu j? zachowuje. Musz? przyzna?, ?e mia? sporo racji... dzi?ki nadnaturalnym mocom, Magdzie, wiedzy oraz zgromadzonemu mieniu uda?o mi si? stopniowo zyskiwa? coraz wi?ksze wp?ywy w ?wiatku przest?pczym. Z moich us?ug korzysta praktycznie ka?dy z bossów w pó?nocno zachodniej Polsce, wi?c jestem w stanie za?atwi? bro?, narkotyki oraz inne „deficytowe” towary, na których mo?na nie?le zarobi?. Oczywi?cie nadal g?ównie zajmuj? si? przest?pstwami finansowymi, ale o tym policja nic na razie nie wie ;). Uda?o mi si? wyci?gn?? z tarapatów tak?e jednego prokuratora, wi?c licz?, ?e w nied?ugim czasie b?dzie sk?onny podj?? wspó?prac?. Ale dobrze, chyba znów zaczynam mówi? nie na temat...

Ostatnimi czasy Wiktor dziwnie si? zachowywa?... wydawa? si? czego? obawia?. Najwyra?niej musia? bardzo komu? zale?? za skór?... mimo wszystko nie wiem, kogo tak naprawd? zdenerwowa?... Camarill? czy jakiego? cz?onka Sabatu. Wiem tylko, ?e musz? si? dowiedzie? co mu si? sta?o i gdzie si? znajduje. Wiktor mówi?, ?e mo?na panu zaufa?, a tak?e, ?e jest pan jego dobrym „przyjacielem”, wierz? wi?c, ?e b?dzie pan w stanie mi pomóc. Czarnow?osy m??czyzna jeszcze przez chwil? wpatrywa? si? w oczy Oktawiana... - „Hm... tak, my?l?, ?e b?d? w stanie, ale najpierw ty musisz co? dla mnie zrobi?” - te s?owa wypowiedzia? bardzo wolno, aby ?adne nie umkn??o „Bankierowi” - „W ka?dym razie zapraszam na zebranie Rady Oktawianie... aha,mo?esz zwraca? si? do mnie po imieniu. Nazywam si? Artur...” - u?miechn?? si? i otworzy? solidne drzwi prowadz?ce do wielkiej komnaty...


Ps: Tak, jestem Lojalist? :mrgreen:
Ostatnio zmieniony przez Xarin 2009-12-17, 15:20, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
theme by Michaczos & UnholyTeam
LARP Poznań fantastyka RPG sesje gry fabularne klub Druga Era Noctem